Ostatnio coraz częściej łażę po Bieszczadach samotnie. Następuje to jednak raczej z konieczności niż z wyboru. Po prostu moi rówieśnicy coraz bardziej "ramoleją" i buntują się p-ko wycieczkom ok. 30 km dziennie, które z kolei ja preferuję.
Potem dzień odpoczynku: wycieczka samochodowa albo "LB" + piwo. Do tego to mam kumpli, nikt nie odmówi. A nazajutrz znów nie mniej niż 25 - 30 km. I coraz częściej sam.

Cóż, takie jest życie. Lepiej, jak jest takie, niż gdy go ... nie ma.