Po górach lubię łazić sam. Ma to swoje zalety oczywiście, idę tam gdzie chcę, robię to co chcę, śpię i jem gdzie i na co mama ochotę, nie słucham marudzeń typu "daleko jeszcze" i "ale ten plecak ciężki" i tak dalej..Ale jest też cholerny strach o siebie i niemiłe spotkania z wiejskimi pijaczkami, a moja twarz chyba "przyciąga sztachety", jednak najgorzej jest z dojazdem - PKP czuwa nad wysokim poziomem adrenaliny swoich klientów, szczególnie (mój ulubiony) dworzec w Przemyślu. Dlatego radzę wszystkim którzy zaczynają(o ile ktoś zechce zaufać takiemu żółtodziobowi jak ja)-jechać grupą. Natomiast jeśli ktoś oprócz wrażeń związanych z pięknem bieszczadzkiego krajobrazu kolekcjonuje jeszcze inne doznania, jak najbardziej samemu, zimą i obowiązkowo spanie w namiocie na dziko (oczywiście poza parkiem). I zapewniam, że burza na szczycie Otrytu to niezapomniane przeżycie....![]()


Odpowiedz z cytatem