chyba jednak sam.
choc zgodze sie z przed,przedmowca, ze tak naprawde to nie jest sie samemu, bo dookola pelno roznych ziomali sie kreci :) a o schronisku juz nie wspomne.
ale to chyba o to chodzi, zeby koniec dnia spedzic w gronie przyjaznych osob, podzielic sie wszystkimi cudami ktore sie widzialo, napic wspolnie piwa [opcjonalnie herbaty] przkasic jakis paprykarz, czy chinszczyzne.
ale ja mam taka uwage.
jak sie idzie z grupa znajomych, to tez mozna byc samemu. prawie cala droge mozna przejsc nie odezwawszy sie do nikogo - co wiecej - zachowujac duzy rezerwuar przestrzeni wkolo siebie. jestes hero, zasuwasz z przodu, chcesz wolniej, zostajesz za calym peletonem.
niemniej jednak przychodzi taki dzien, albo pojawiaja sie takie osoby, ktorym by sie chcialo pokazac te wszystkie cuda wczesniej samemu zaobserowane pokazac...
:)


Odpowiedz z cytatem