Samotne wyprawy w Bieszczady pozwalaja mi glebiej zatopic sie we wszystko to co dookola. Dwa razy jechalam w towarzystwie i tez bylo bardzo milo. Szlismy w duzych odstepach od siebie ale na tyle bliskich aby sie w razie czego uslyszec. Ale nie widzielismy sie, nie prowadzilismy my roznmow na szlaku. jakbym szla sama a czulam sie pewnie ze gdyby co....

Teraz w Bieszczadach coraz trudniej zreszta o samotnosc na szlaku....tylu ludzi wokol. Ale jak juz jestem na Wetlinskiej to zamykam sie na ten szum a otwieram na gory iw wedruje....wedruje...wedruje.....