Hej:)
Samotność w górach bywa urzekjąca, niebezpieczna, intersująca, a przede wszystkim wyciszajaca. Widziałem różne jej twarze. Doszedłem jednak do tego etapu, gdy samotne chodzenie nie jest już dla mnie przyjemne. Czasem jeszcze próbuję tego sportu w Puszczy Kampinoskiej, ale ma to swoje uzasadnienie - postanowiłem zrobić z bliska zdjęcia łosi :) W górach jednak odczuwam samotność jako przeżycie tylko chwilowo miłe - szybko zaczynam rozglądac się za kimś, do kogo mógłbym zagadać. To tak trochę jakby odwrócenie starej zasady o robieniu się samotnikiem na stare lata :)
Zgadzam się, że pięknie iść z kimś, kogo się kocha. Pięknie też było, gdy szedłem ze swoim dorastającym synem i mogliśmy nawiązać kontakt zupełnie inny niż w domowych warunkach. Ale na samotne 'trasowanie' po warstwicach Otrytu już nie mam takiej ochoty jak kiedyś...Może, gdy ktoś rzuci hasło, pójdę tam, bo tu nie o zmęczenie materiału chodzi tylko żeby było z kim.
Uwaga na samotność w zimie - wymaga bardzo dobrego przygotowania i sposobu na wilki :P
Jednak nie namawiam do samotnikowania każdego. Do tego trzeba się trochę przygotować, nawet jeśli się planuje łażenie tylko po Biesach.
Ależ się rozpisałem - chyba ciągnie mnie w góry:)
Derty
PS: Klopsik, co to były za robale czułe na ciepło? :)


Odpowiedz z cytatem