Marcinie, no to w takim razie w sierpniu zeszłego roku rozpoczął się u mnie powolny (wygląda na to że bardzo) proces mojej śmierci w wyniku zetknięcia się ze śmiercionośnym odorkiem hrabiny (przepraszam, może ten był akurat hrabiego). Na zaminowane pola jeszcze się nie wybrałam, a to z powodu tego ze w drodze powrotnej złapał nas deszcz i zaczęliśmy nagle dużo więcej ważyć i ciężko się szło, ale dziękuję- napewno skorzystam z propozycji teraz jak będę. A co mi tam, trochę się rozerwę Zawał serca też mi się podoba, byłoby to bardzo malownicze złapać się tak za serce na najdalszym południu Polski i tak już zostać...:) Jest jeszcze wiele innych fajnych rzeczy, które mogą mi się przytrafić. Moja mama o takich hiperostrożnych ludziach mawia że boją się nawet że im cegłówka w drewnianym kościele na głowę spadnie:) Lubię moją mamę i myślę że mądra babka z niej, więc pojadę jednak poraz nie wiem już który w te Bieszczady i może jednak znowu (o, rany!znowu??) przeżyję...To co, nic nie powiecie oprócz info o niedźwiedziach i innej faunie?:) Wcale nie jestem złośliwa, naprawdę:) I pozdrawiam i tak.