WIERSZE NA OTRYCIE
Juliusz Głowacki
Ludzie, w tym nie ma żadnego sekretu:
idzie człowiek z książką po paśmie Otrytu.
Czyta sobie wiersze - tak mu się zachciało,
idzie, choć po drodze gdzieś pogubił ciało.
Turyści się gapią jak na jaką zjawę.
Nóg nie ma, a idzie – jakie to ciekawe.
Wiercą spojrzeniami w brzuchu człeka dziurę,
a on brzucha nie ma, bo brzuch wzleciał w górę.
Poleciał w niebo i zmienił się w balon.
Ludzie łby zadarli i ten widok chwalą.
Zaraz za balonem poleciały ręce,
balon jak talerzyk, ręce jak widelce.
No więc płynie głowa, do siebie coś gada,
czasem spod powieki łza na książkę spada.
Ludzie są ciekawscy i zawsze im mało -
- jak to: sama głowa, a gdzie od niej ciało?
I tak gapią ślepiami i wiercą spojrzeniem,
aż głowa pomyślała by się w piłkę zmienić.
By wykręcić się od tych spojrzeń w pobocze
i w łopianie się schować od natrętnych oczu.
I wturlała swój zamysł w zieloną gęstwinę.
Patrzą ludzie: Otrytem sama książka płynie.
Bo zostały wiersze – człowiek się rozpłynął,
Rozpadł na kawałki
i po trochu
zginął.


Odpowiedz z cytatem