Martyna:
Ojejej. To przeciez juz ostatni dzwonek, żeby reaktywować nasz spadający ze strony kącik z poezją. (...)
Nie muszę Ci tłumaczyć, jak piękna jest polska poezja. Nie muszę, bo zauważyłem, że sama to wiesz i czujesz.

Tak się składa, że znam mnóstwo wierszy na pamięć, absolutnie nie mając takiego hobby ani nie będąc polonistą i żadnym innym "filologiem". Może kiedyś, na którymś tam KIMB-ie, po n-tym piwie, to udowodnię.
Skąd się to wzięło ?
Niegdyś chodziłem do tzw. bardzo dobrego liceum o profilu humanistycznym. Języka polskiego uczył mnie niezapomniany, dawno już świętej pamięci, pan Władysław Czerski. Poziom był piekielnie wysoki, ostatecznie na maturze miałem z polskiego czwórkę (w skali wówczas od "2" do "5", czyli skali czterostopniowej). I na tę czwórkę musiałem się nieźle napracować, często przeklinając "Gada" (taki miał u nas pseudonim).

Pan Czerski stosował system permanentnego sprawdzania znajomości pamięciowej wierszy, niegdyś zadanych do nauczenia się na pamięć. I tak np. wiersze zadane w klasie VIII (wówczas 1-szej licealnej) należało znać na pamięć w klasie XI (maturalnej). Obowiązywały specjalne dzienniczki, w których każdy uczeń miał wypisane tytuły wierszy, jakie zawsze, na wezwanie, musiał umieć wyrecytować (jak się orientujesz, niektóre utwory poetyckie były i są wybierane przez uczniów, np. dowolny sonet Mickiewicza, dowolna fraszka Kochanowskiego, itd.). I bez "zaliczenia poezji" nie można było marzyć nawet o "3" z polskiego, choćby pisało się bardzo dobrze wypracowania, dyktanda i odpowiadało z historii literatury.
Obowiązywało to wszystkich, także i tych, którzy doszli do nas zmieniając liceum (musieli zawsze umieć na pamięć wiersze zadawane od VIII klasy, i szlus !). Przekonał się o tym jeden kolega, który dołączył do nas w XI (ostatniej) klasie. Zaparł się "jak wół i osioł" razem wzięte, że nie będzie recytował wierszy z pierwszych trzech lat liceum, bo już poprzednio, w innej szkole, je zaliczył. W rezultacie nie dopuszczono go (tylko z jęz. polskiego !) do matury, a odwołania i protesty do kuratorium psu na budę się zdały (takie były czasy).

Efekt jest taki, w wyniku stałego powtarzania tych wierszy przez 4 lata w szkole średniej, że ja i moi ówcześni koledzy i koleżanki, teraz - ponad 30 lat po maturze - ciągle je znamy na pamięć.

Jesteś młodziutką dziewczyną. Nie wiem, czy potrafisz docenić ów system.
No to specjalnie dla Ciebie napiszę teraz z pamięci wierszyk, a Ty (tylko Ty, proszę nie podpowiadać) odgadniesz autora. Zagadka jest prosta.

"Mów do mnie jeszcze.
Ludzie nas nie słyszą,
Słowa twe dziwnie poją i kołyszą,
Jak kwiatem, każdym słowem twym się pieszczę.
Mów do mnie jeszcze.

Mów do mnie jeszcze.
Za taką rozmową tęskniłem lata,
Każde twoje słowo
Słodkie w mym sercu wywołuje dreszcze
Mów do mnie jeszcze."

I jeszcze jedno. Te umiejętności bardzo, naprawdę bardzo, mi się przydały w czasach kawalerskich (a kawalerem byłem aż do 34 lat życia). Dziewczyny miękły słuchając moich mocno amatorskich recytacji poezji.