Wszystkim – Ance, Piotrowi i Stefanowi – dziękuję za rady.
Cmentarze, cerkwie, chaty i inne faktycznie odpuścimy sobie – Marta jest zbyt młoda, a najbardziej rajcować ją będą wszystkie spotykane po drodze okazy fauny (ew. flory). Rację ma Anka – moja Marta uwielbia „opiekować się” każdym owadem, motylem, pająkiem itd. Ja sam pamiętam, jak mój ś.p. wuj Zbyszek z Przemyśla pokazywał mi kłębowisko zaskrońców gdzieś przy Ustrzykach Dolnych, salamandry i traszki koło Laworty. Pomysł z Soliną – świetny, ale nie chcę pakować się w miejsca pełne ludzi – może poradzicie (blisko jeziora S.) jakieś fajne miejsce, może gospodarstwo agroturystyczne z żywą kozą, owcą, baranem itp. W Gdyni tego nie ma, a Marta zwariuje (w pozytywnym tego słowa znaczeniu), jak będzie mogła dotknąć, pogłaskać...
A na razie sprawdzam serwisy beszczadzkie...
Gorąco Was pozdrawiam znad morza,
Tomek