Ja byłem z Moją w Bieszczadach w roku 1988. Z plecakami wędrowaliśmy od schroniska do schroniska. Nic nie zasiałem. Dopiero później. Ale za to robiłem to tak zapamiętale, że mam teraz dzieci 3 sztuki - zdrowe i jak na razie przynajmniej jedno wyraziło (nieśmiało) chęć do pójścia w góry razem z tatą. A moja ślubna, to po tych Bieszczadach powiedziała, że już więcej w góry ze mną nie pojedzie. Chociaż w tamtym roku wdrapała się na Śnieżkę, ale to były wczasy, a nie łażenie z plecakiem.
A znacie to:
Leci pies przez pole
ogonem wywija
pewnie nie żonaty
szczęśliwa bestyja
Nie myślcie, że ten wierszyk jest o mnie, trzeba się trochę pośmiać.
Wszystkiego najlepszego na nowej drodze życia i udanej podróży poślubnej.


Odpowiedz z cytatem