A propo worka, przypomniała mi się historia z przed kilkunastu lat.
Miejscowi (pracownicy leśni) twierdzili że po drugiej stronie granicy mieszka pop który ma coś koło 10 córek. Ponoć zawsze był u niego ekstra bimberek (wódka była w PRLu na kartki) a i córki były chętne. Historię tę opowiadali zawsze podczas popijaw kiedy pojawiał się ktoś nowy (z Polski), no i któregoś razu po wysłuchaniu tej historii jeden zawodnik znikł. Szybkie poszukiwania zakończono sukcesem. Klient na szczęście pomylił kierunki.