No właśnie.
Są takie okoliczności, które nie tylko usprawiedliwiają istnienie trwałego śladu, upamiętniającego kogoś tragicznie zmarłego, ale wręcz domagają się go. Ale przeciez nikt rozsądny nie będzie robił z tego problemu. Natomiast, chodniki, drogi, czy nawet szlaki górskie "ozdobione" krzyżami wzbudzają jednak - jak widzę - nie tylko mój sprzeciw. I tu już nie chodzi o to, czy śmierć była następstwem głupoty ( ten przytoczony młodzieniec w samochodzie rozpędzonym do 160, albo i 200 kilometrów... i do tego jeszcze pijany). Każda śmierć jest dramatem najbliższej rodziny. Myślę nawet, że im bardziej ta śmierć "głupia", tym tragedia większa. Ale nie o to chodzi. Jeszcze raz, po raz ostatni - zdecydowanie nie popieram tradycji naznaczania polskiej ziemi krzyżami - świadkami ludzkich tragedii.
Pozdrawiam