Nie wnikam, jaki to biznes - niech każdy pilnuje swojego.
Natomiast nowych fotek przybyło. I o to chodziło.
Jest jeszcze jedna kwestia, nad którą też się zastanawiałem, a mianowicie wielość bieszczadzkich serwisów.
Pewnie, że można budować życie publiczne (bo miejmy świadomość, że internet stał się elementem takiego życia) według schematu: Ein Reich, ein Volk, ein Fuhrer. Z tym, że nie przypuszczam, żeby o to chodziło przeciwnikom nadmiernej ilości stronek o bieszczadzkiej tematyce. Wydaje mi się, że wynika to raczej z obawy przed totalnym bałaganem. Tylko jak się przed tym obronić?
Pożyjmy, poczekajmy...
Oby stało się tak, że te najlepsze zostaną, zaś reszta nie. Sam nie bardzo wierzę, że taki własnie będzie scenariusz. Bo jak uczy życie - niestety - najczęściej zwycięża przeciętność.
Tyle tylko, że na rozwój wypadków nie mamy chyba zbyt dużego wpływu. A to z kolei prowadzi do konkluzji, że dyskusja na ten temat owocną nie będzie. To chyba tyle.
Pozdrawiam


Odpowiedz z cytatem