A swoją drogą to jednej rzeczy nie rozumiem. Większość spotkanych w górach łazików liczyło każdy niesiony na garbie kilogram, prześcigając często się w pomysłach z czego można zrezygnować ( niedoścignionym wzorem był Diogenes ). Ale często przez wiele kilometrów targają solidny kijaszek. Nigdy nawet zimą tego nie nosiłem, kiedyś próbowałem i było mi bardzo niewygodnie z patykiem. Dlatego obyczaj kijaszka raczej tłumaczę sobie chęcią trzymania czegość w ręku na wszelki wypadek - dziki zwierz, zezwierzęcony turysta. Pomijam wypadki oczywiste, jak osłabione, pourazowe stawy itd. A tradycja kontra nowoczesność w sprzęcie: wolę lekką latarkę diodową od ciężkiego "szperacza" i tradycyjny kubek porcelanowy od nowoczesnego stalowego.
Pozdrawiam
Długi


Odpowiedz z cytatem