Nie - nie to że się boję, czy coś takiego. Pytałem ponieważ ostatnio w Bieszczadach byłem w 4 klasie liceum - a to było jakieś 6-7 lat temu. (nie chce mi się liczyćZamieszczone przez Barszczyk
). Czasy się zmieniają, ten świat to już sam chyba nie wie dokąd pędzi, ale napewno się w tym swoim pędzie już dawno pogóbił. Ludzie się zmieniają (odgórnie patrząc oczywiście). Stają się nieufni, wystraszeni, zapętleni i zapędzeni. Te kilka lat temu łapałem stopa dość szybko. Czy to były Bieszczady, czy Bory Tucholskie. Nie wiem jak to jest dziś w Biesach. W moich okolicach po prostu coraz gorzej.
A moja ostatnia przygoda ze stopem w Bieszczadach:
Wrzesień 6-7 lat temu - Po całej nocy w zatłoczonym pociągu z dwoma przesiadkami i oczekiwaniu na PKS Z U.D. do U.G. kolejne pół dnia, doczłapałem się w końcu gróbo po południu do U.G. Stamtęd miełem zamiar dotrzeć do Bacówki pod Małą Rawką - a to jakieś 7 km. asfaltem. Plecak 80L Namiot karimata zmęczenie PKP'owskie itd... Siedziałem na wylocie z U.G. chyba z pół godziny i zatrzymał się jakiś niemiec. Jechał sam. Ja w ząb po niemiecku on ni cholery po polsku ani po angielsku. Staliśmy tak dobre pięć minut a ja próbowałem wytłumaczyć mu na wszelkie sposoby że wsiądę i prosto i jak powiem danke to mnie wysadzi.Na nic. On próbował zrozumieć równie szczerze. W końcu wpadłem na genialny w swej prostocie pomysł (tylko czemu tak późno
) - Wyciągnąłem mapę...
Pozdrawiam Piotr


Odpowiedz z cytatem