No więc to było tak:
Żona wysłała mnie po jabłka. Poszedłem jak zwykle poszukać za cerkwią w Krywem
- ale marnie obrodziły w tym roku
Myślę: wracam do domu - sam nie będę kombinował ... ale patrzę człapie smok - smutny jakiś...
Pytam: Co się stało brachu ?
A on na to: Oj misiu, świat na psy schodzi! Już chyba więcej jest jabłek za cerkwią w Krywem niż dziewic w bazach studenckich...
To ja na to (toć nas już dwóch było i powód dobry): Choć smoku - napijemy się. Na pohybel.
Idziemy do Cisnej....a tu pod Siekierezadą Król Lew jako żywy.
Pytam Lwa: Królu Złoty co tu robisz?
A on na to: Zatrudniłem się w Urzedzie Skarbowym i puszczam dziewice w skarpetkach (tu smok się wyraźnie ożywił) ... ale tu niestety w okolicy żadnych nie ma...Taki to już mój parszywy los - ja przecież aż z wybrzeża tu szedłem....
To mówię do Lwa: Choć z nami. Na deszcz się zbiera - schowamy się w Siekierezadzie. No i tak nam zeszło... a żona .... no co ja Jej powiem? 7 razy mi się na komórkę nagrała...
Ratujcie!!!


Odpowiedz z cytatem