Kiedy wróciłam z Bieszczadów byłam w takim samym stanie ducha jak BastekM. Twierdziłam wkoło, że znalazłam swoje miejsce na Ziemi, że tylko TAM mogłabym żyć. Dalej tak twierdzę, ale proza życia niweczy te marzenia. Przede wszystkim praca - z czegoś trzeba żyć, nawet najkromniej. Zmagania z dniem codziennym, tak jak pisze Pyton, szkoła, lekarz, łączność ze śwaitem, to są niebagatelne sprawy i naprawdę trzeba być silnym psychicznie i fizycznie, żeby wytrwać. Heroizm, romantyzm - cudnie cudnie, umiłowanie natury, jeszcze piękniej, ale rozsądek musi wziąć górę. Fantastycznie jest pojechać na tydzień, dwa, trzy, znosić nawewt największe niewygody, zmagać się z kapryśną naturą, pokonywać własne słabości , tylko jaką trzeba mieć siłę, aby tam żyć? Dziś, mimo, że dalej marzy mi się zamieszkać w Bieszczadach, wiem, że chyba nie dałabym rady i to nie przez słabośc ducha, czy sił fizycznych, ale właśnie przez konieczność zmagania się z tak trudną codziennością, A poza tym dobrze by było, żeby jednak ten przecudny kawałek kraju zostawić naprawdę dzikim i nieskażonym dla takich zapaleńców, jakich spotykamy tu na Forum.
Pozdrawiam
Ewa