Witajciez.

Poranek zamglony, ale nowy wstaje dzień słoneczny. Trochę te Bieszczady znam. Może mniej niż inni...raptem od 1962 roku. Nasiczne, gdzie prąd z lampy naftowej czerpano. To były czasy dla twardzieli prawdziwych ( nie mówię o sobie, bom jeszcze maminej spódnicy się trzymał ). Do Czarnej zimą jeździło się saniami. Autobusem ( nieco później ) dojeżdżało się na krzyżówkę ( nie tę w Dwerniku ) i piechotką do domu w Nasicznym. Dziś ta leśniczówka jakaś taka mała, a rerszta chałup w stanie rozkładu.
Tu nie ma wczasów dla miejscowych, życie wszystkich jednakowo traktuje. Lepiej pojechać na dwa tygodnie z rodziną i wracać do miasta, jeśli w mieście urodzeni.
Pozdrawiam