W moim odczuciu to co robi Lutek jest wielkie. Żyć n lat w izolacji od wszystkiego, co my uznajemy za niezbędne i jeszce zachować pogodę ducha i zdrowe spojrzenie na rzeczywistość.

Byłem w Chatce w grudniu, tuż przed sylwestrem i było magicznie. Kilku ludzi snujących się po jadalni, okazyjna stonka wchodząca żółtym i gadanie do późna (jakaś 20). Byli Polacy z Chicago, był Klub Inteligencji Katolickiej, byli studenci, harcerze, byli miejscowi, GOPRowcy.

A z wrzatkiem i toaletą to ja mówił nie będę, bo Lutek prosił. Kto był (i mieszkał) ten wie jaka jest prawda (nr 2)