Kilka lat temu szłam z kolegą do Jaworzca przez Falową, pech chciał że wleżliśmy na stary szlak, który po 3 godz. się skończył. Dodam, że było to w listopadzie a z autobusuwysiedliśmy o 11. Była ścieżka i gdyby nie padła latarka to pewmnie byśmy doszli. Chwilę poruszaliśmy się na czworaka- sprawdzając czy idziemy ścieżką. Nagle coś ryknęło..5 metrów przed nami .Plecaki zostały a ja 10 minut złaziłam z drzewa jak już klepnęłam ze 100 zdrowasiek.Spaliśmy na górce trochę w liściach a trochę na drzewie. Pewnie to był jeleń ale wtody wyobrażniapodpowiadała mi ogromnego niedżwiedzia. Nigdy więcej się tak nie bałam.
Wiolka