Melduję:
(zgodnie z obietnicą złożoną Stalemu Bywalcowi)

1. dyżur to dyżur - każdy inny, niepowtarzalny.
Tego dnia poranek nie wyglądał zachęcająco, wręcz przeciwnie. Ambitny plan, aby wejść na Przełęcz Orłowicza, potem do Suchych Rzek i dalej przez Zatwarnice - ścieżkami dojść do Dwernika - uleg rozkladowi. Absolutnie mi się nie chciało, tym bardziej, że Irek z Bartko wspominali coś o tym, że może mnie podwiozą, jeżeli będą jechać.... Jeżeli, to dobre słowo... Gdy zrobiło się późno, trzeba było ruszyć samemu, licząc trochę na szczęście do autostopu, byle do Berehów Górnych. Z tym szczęściem, to troche wyszło jak z tą pogodą. Gdy tylko kawałek ruszyłam, zaczeło padać. Nic to, nie należy się za wcześnie poddawać. Przygladając się nowym dziurą na drodze do Dwernika, mokłam sobie i zastanawiałam się czy zdążę przed 16.00. Droga gorsza niż na obwodnicy, za to lepiej ze stopem. Podjechałam jakieś dwa małe odcinki. Wysiadam pod Piekiełkiem, a do moich uszu dobiega gwar, śmiechy, podśpiewywania... myślę sobie świetnie - spotkanie na sto dwa. Próbuję wejść do środka, mały problem... ze znajomych osób, tylko twarz miejscowego wypalacza jakaś znajoma... chwila zastanowienia... tak... to ten sam co w zeszłym roku stawiał nam "winko"...
Z tego całkiem obcego, lecz wesołego zgromadzenia wymaszerowali dziarskim krokiem Stały Bywalec ze swym kolegą Rysiem (taak, z tym samym, którego podobizny znajdują sie na każdym znaku Bieszczadzkiego Parku Narodowego )

2. Po krótkiej naradzie zdecydowaliśmy dyżurować dalej w Sękowcu. Poczekaliśmy do 16.00, jednak nikt już nie dołączył do nas. Niezawodna p. Basia oszczędziła nam marszów w niesprzyjającej aurze, tak więc mogliśmy niezwłocznie przystąpić do oficjalnego rozpoczęcia dyżuru. I choć to nie Dwernik, to w leśniczówce nie zabrakło pierogów i właściwych napojów rozgrzewających

3. Co tu dużo pisać, w tak zacnym gronie szanownych Bieszczadników czas mijał szybko i przyjemnie. Ilość toastów wzniesionych "ku memu zdrowiu" zapewniły mi powrót z zimnych i mokrych Bieszczad bez katarku

4. Odbyły się też wiążące dysputy:
- na temat książki A.Potockiego "Majster Bieda - czyli zakapiorskie Bieszczady" ( a nawet odbyła się recytacja co pikatniejszych fragmentów)
- na temat odnalezienia niepoznanych jeszcze forumowiczów (temat wdrożyliśmy w czyn i następnego dnia postanowiliśmy odnaleźć Michała w Jabłonkach. Plan zrealizowaliśmy. Niestety - Michał nie poczekał na nas - jak nas poinformowano na miejscu :( A szkoda, wielka szkoda...)

5. Jak łatwo wywnioskować, dyżur przeciągną się do popołudnia dnia następnego... Ale reszty nie zdradzę, nich coś zostanie dla SB :D

pozdrawiam
Aleksandra