Cytat Zamieszczone przez asklepios
Zachecam do dyskusji, pytan, sprostowan itd. podkreslam - to moja subiektywna opinia i to wyrazona na podstawie poznania tylko malego wycinka tych gor. pozdrawiam
Mam podobne spostrzeżenia. Podczas ostatniego pobytu w Bieszczadach (chyba sie nie mijaliśmy na trasie bo zacząłem 13-go sierpnia) zrobilem blisko 800km po róznych trasach. Po kilkunastoletniej przerwie, powiem ze całkiem mi sie podobało. Rower ma wiele plusów - przede wszystkim przemieszcza się znacznie szybciej niż pieszo, więcej mozna zobaczyć.
Drogi szutrowe ok, mają jeden minus - nawierzchnia, przy sporych zjazdach trzeba non stop hamować. Również jechalem z Cisnej przez Kalnice na Sine Wiry, potem z Sinych przez Polanki do Bukowca, potem z Bukowca do Łopienki i powrót do Cisnej - fajna trasa. Zajechałem tez na SBN do Łopienki, troche sie zdziwili jak zobaczyli taką stonke..
Błota sporo - ale to Bieszczady, czesc tras jest błotnista przez 2/3 sezonu. "Najciekawszą" przygode mialem jadąc z Woli Michowej do Balnicy (wychodzi temat poruszania się samemu po szlakach). Jak juz wracałem z Balnicy, natknąłem się na kałużę przez całą szerokość ścieżki. Nie szło jej ominać,bo z jednej strony leżało zwalone drzewo z drugiej krzaczory i maliny (krotkie spodenki), byla tylko wąziutka "szczelinka" obok kałuży. Rower pod pache i i ide. Nagle dup - leże. Rower na mnie. Upadłem tak, że nogi mialem w kałuzy, brzuchem zaparlem sie o krawędź (była to kaluża z kolein po ciężkim sprzęcie). Leżałem tak z 10 minut i nie bardzo mialem co zrobić - lewą ręką musialem się podpierać bo na szyi wisiał aparat i nie mogłem go zamoczyć, roweru zepchać z siebie nie mogłem bo raz że gdzies mi sie wbił i nie bradzo sie dawało, dwa że nie moglem zamoczyć czesci elektronicznych. No to merdam nogami w tej kałuzy żeby wstać razem z tym rowerem na plecach - kurde: dna nie ma. Merdam dalej, ni cholery. W końcu udało mi się jakoś zepchać rower na bok i wstać. Po zmierzeniu patykiem okazało się, że kaluża ma głębokość tak po pachy :) Ale przynajmniej było urozmaicenie.
Z Cisnej jechalem również przez Smerek,Fereczatą na Jasło. Ale to przegięcie na takiego amatora. Ludziska na Jaśle pukali sie po głowie jak mnie widzieli z tym rowerem. A zjazd do Cisnej to masakra - więcej trzeba prowadzić rower niż zjeżdzać, tym bardziej że od połowy urlopu został mi tylko przedni hamulec - a do sklepu nie chcialo sie jechać.
Dość fajnie jedzie sie z Komańczy przez Chryszczatą. Od jeziorek na Chryszczatą sienie wyjedzie,ale reszta spoko. Przy sporej ulewie zjechalem z Chryszczatej na Żebrak, czyli nie jest tam aż tak źle. Przy tych dwóch trasach odcinek zaznaczony na mapach jako ekstremalny (Koliba -Berezki, szlakiem żółtym) - to pikuś. Chociaż z Koliby też nie zjechalem w całości - tam trzeba zawodowca
Generalnie polecam tę formę "wypoczynku". No i kondycje można podreperować, a jakie mięsnie na nogach :)
Sklep rowerowy jest jeszcze w Zagórzu (ale nie wiem jaki wybór, bo to nie tylko rowerowy) i Lesku.
In minus - przechowalnia rowerów przy schronie nad Negrylowem. Po pierwsze dyskryminacja bo za parking w Bukowcu placi sie 3zł, natomiast tu 1zł za godzine. W Większości przypadków jest to więcej niż za samochód,a rowery i tak stoją na "kupie" na dworze bez względu na pogode. Nie chodzi o te pare groszy róznicy, ale o zasade.