Rano wypełzamy ze spiworów porozkładanych na podłodze zadając sobie nawzajem pytanie : który z nas zaprosiłby do domu na nocleg spotkanych w nocy 8 Ukraińców ?
Cóż to za kraj ?
Cóż to za ludzie ?
Nasze filozoficzne pytania przerwał gospodarz wchodząc do pokoju. W jednej ręce trzymał michę swieżutko ugotowanych ziemniaczków z omastą (pycha) a w drugiej butelkę szampana ! Częsujcie się - czym chata bogata.
Przyznam się że jeszcze nigdy w życiu nie jadłem na śniadanie ziemniaków z szmpanem.
Po uściskach i serdecznym pożegnaniu jedziemy dalej do "TURBAZY" w Biełasowiczach tj przy głównej drodze karpackiej Stryj - Mukaczewo.
Tam gospodarz obiektu bez problemu pozwala zostawić samochody uprzedzając lojalnie ze trzeba będzie zapłacic za ochronę ( 5 hrywien/dzien/samochód ) Kulbaczymy sie i przez dziure w płocie wychodzimy na drogę z której widać szczyt Pikuja. W magazinie uzupełniamy zapasy i drogą przez wieś lekko wznosimy się ku przeznaczeniu. Po drodze przygladamy się ciekawej architekturze domków podobnych do tych jakie spotkac można na Wegrzech , ale nie dziwota przecież to Zakarpacie.
Przyglądamy się jak żyją ludzie i czym sie różnią od nas.
Droga po opuszczeniu zabudowań nabiera zdecydowanie ostrzejszego podejścia.
A potem już tylko stromiej . Spokojnym tempem z licznymi odpoczynkami dajemy sie dogonić tuż przed szczytem szkolnej wycieczce prowadzonej przez miejscowego nauczyciela. Nauczyciel ten zaskoczył nas bardzo dobrą znajomością polskich które złaził dość dobrze i które mu nie podobały się ze względu na restrykcyjność przepisów.
"U Was to nic nie wolno" powiedział przechylając szyjką płynu zapoznawczego.
"Tu wszystko można" - skomentował

Szczyt Pikuja z betonowym pikujem. Dzięki przepięknej pogodzie doznaliśmy szoku widoku. Od południa przepaść o krórej pisał Pol Wincenty w dolinie których porozkładały sie wioski (Szczerbowiec, Bukowiec, Roztoka ) z piętrzącą się w promieniach słońca Ostrą Horą. Na południowy wschód : Borżawa - wyniosła i dumna. Ale wzrok kierował się przede wszystkim na zachód wypatrując na przedłużeniu pasma Pikuja znajomuch sylwetek Tarnicy i Rawki.
Szklona wycieczka już dawno poszła a my wciąż zalegaliśmy w trawie chcąc jak najwięcej zabrać tych widoków ze sobą. Czy te próby rejestacji fotograficznej zatrzymają to wrażenie ? Może jeszcze jedno zdjęcie i jeszcze jedno.
Czas ruszać. Ustaliliśmy kierunek. Spróbujemy dojść do polanki miedzy Ostrym Wierchem a Wielkim Wierchem. To wspaniałe miejesce z wypłaszczeniem, zaciszne i licznymi żródłami wody.
Wiatr na grani jest na tyle silny że trzeba założyć kurtki, a odpoczynki organizować tylko na zawietrznej. Pogoda dalej piękna ale słońce nieubłaganie chowa się za horyzontem. A do noclegu jeszcze dobry kawałek drogi.
Rozbijamy namioty gdy noc ogarnia połoniny.
Cisza atakowana płonącym ogniskiem. Niesamowite.
Teraz , patrząc w płonące ognisko na wysokości 1200 m.npm obok rozbitych namiotów można zanucić o tym jak : ...dla Hucuła nie ma życia jak na połoninie ...
itd itd itd