Mam tu refleksję natury ogólnej. Sprawę tego konkretnego zwolnienia (grupowego ?) pracowników BdPN w Tarnawie N. należałoby rozpatrzyć na podstawie jakichś danych ekonomicznych i administracyjnych, do których (co zrozumiałe) na forum dostępu nie mamy i mieć nie będziemy.

Z jednej strony możemy i powinniśmy współczuć tym, którzy nagle stracili pracę, ale z drugiej - uznać twarde realia ustroju, który sami wybraliśmy w 1989 r.
Zauważę też, że zwolnieni przez jakiś czas będą otrzymywać zasiłek dla bezrobotnych. Przepisy lokalowe natomiast nie zezwolą na ich eksmisję donikąd. Chciałem napisać "na bruk", ale jego w Tarnawie Niżnej akurat nie ma.

Inna ogólna refleksja: z dość bogatego doświadczenia zawodowego wiem, kogo zwalnia się w pierwszej kolejności przy różnego rodzaju reorganizacjach i redukcjach. Dobrzy pracownicy na ogół mogą wówczas spać spokojnie. Dotyczy to zwłaszcza sektora administracji publicznej (państwowej i samorządowej), a więc i BdPN. Inna polityka zatrudnienia spowodowałaby tylko, że różni kierownicy, naczelnicy i dyrektorzy musieliby sami wziąć się za bezpośrednią robotę.
Parę lat temu sam byłem naczelnikiem wydziału w jednym z urzędów centralnych i dostałem do wykonania zadanie wytypowania do zwolnienia 3 osób (w ramach ogólnej redukcji stanu osobowego biura). Najpierw wywalczyłem zmniejszenie owego "parametru" tylko do 2 osób, a potem wytypowałem dwoje "leworękich" nie oglądając się na ich sytuację rodzinną. Argumentów tzw. socjalnych w ogóle nie brałem pod uwagę. Kierowałem zespołem i musiałem mieć ten zespół jak najlepszy - to było w interesie i instytucji, i moim osobiście. W końcu odpowiadałem za jakość wykonywanej pracy. I tak, i tylko tak, powinien (moim zdaniem) postępować dyrektor BdPN.

Nie wiem, jakie osoby zwolniono w Tarnawie N., i jaka byłaby ich dalsza przydatność zawodowa.
A z tym w Bieszczadach bywa różnie. W tym roku jeden z wiarygodnych mieszkańców Dwernika zauważył, że jest tam (w regionie) zbyt wiele osób, które (cyt.) "wolą doić opiekę społeczną niż krowy".
Zwróćcie uwagę również, że najemnymi pracownikami ośrodków wczasowych, hotelików, itp. są często ludzie spoza Bieszczad, najczęściej z Krakowskiego. A przecież w Bieszczadach nie brak bezrobotnych.
Nasza wspólna znajoma z Sękowca początkowo zatrudniała w ośrodku panie miejscowe. Efekt był taki, że bardzo często sama musiała wieczorami wykonywać ich robotę. Po dwóch takich sezonach zaczęła więc zatrudniać dziewczyny z okolic Nowego Targu (i tak jest do tej pory).