Dlaczego mam wrażenie, że nie wiecie nawet do końca o czym mówice? I dlaczego jestem pewien, że zaraz posypią się na mnie ostre słowa krytyki? Zeby nie było nieporozumień: kocham przyrodę, kocham Bieszczady. Ale mam tez odrobinę zdrowego rozsądku i uważam, że miłość do przyrody nie polega na karkołomnym ochranianiu wszystkiego.
Otóż sytuacja jest taka, że na dzień dzisiejszy przyroda jeste na tyle już przez człowieka zmodyfikowana, że nie można jej poprostu zostawić swojemu biegowi. To bowiem oznaczałoby pozostawienie jej całkowicie swojemu biegowi i wprowadzenie ochrony na wszelakiego zwierza. Otóż to jest akurat niemozliwe.
Jeżeli chodzi konkretnie o bieszczadzkie wilki, to całkowita ich ochrona nie miała sensu od samego początku - populacja tego drapieżnika musi być przynajmniej w pewnym stopniu kontrolowana. Jeżeli nie będzie, to wyginie cały inny zwierz, który może stanowić dla wilka pożywienie. Straci też człowiek - chociażby prozaicznym (ale tylko dla nas) przykładem jest utrata owiec przez mieszkańców Bieszczadów. Śmieszne? A kto zwróci takiemu człowiekowi za owce, które stracił z powodu głupiego nakazu całkowitej ochrony (który nota bene został wprowadzony bez żadnej wcześniejszej dyskusji na ten temat z Polskim Związkiem Łowieckim) ? Nikt.
Przypomina mi się tylko sytuacja sprzed kilku lat, która miała miejsce w jednym z ogrodów zoologicznych w Stanach. Dwóch małych chłopców postanowiło pogłaskać misia...No to misio pogłaskał ich. Ale z klatki wynoszono ich już w czarnych workach.
Wilki bieszczadzkie to wspaniałe i dumne zwierzęta, majestatyczne wręcz. Ale na miłość boską: to nie znaczy, że powinniśmy z Bieszczadów pozbyć się wszelkiej drobnej zwierzyny, a do tego może to doprowadzić.\
Bez urazy. I pozdrawiam.