Nie było to spotkanie ani zabawne, ani tym bardziej groźne :) ale było. Wczesną wiosną - będzie gdzieś 1981-82 - jako młody szczyl szedlem z ojcem lasami nad Komańczą. Szliśmy docelowo do Prełuk, ale nie szlakiem. Tam za rzeką równolegle do Osławicy biegnie droga leśna na skraju lasu, nieco powyżej jest natomiast rozlegla polana. Mijając polanę, weszlismy na ścieżkę, gdy nagle pojawił się ON. Wilk zapewne nagle się zresztą nie pojawił, tylko mysmy go dosć późno zobaczyli - musiał nas widzieć znacznie wcześniej. Nie przeszkadzała mu obecność człowieka. Spokojnym krokiem, nawet nie przyspieszając, minął nas w odległości nie wiekszej niż 10-15m i spokojnie poszedł w swoją stronę. Prawdopodobnie jakiś samotnik. Mimo, że to było tak dawno,pamietam to jak dziś - bo takich rzeczy sie nie zapomina. Jeszcze tego samego roku, ale zimą - ponownie widzialem wilka, jednak już z dużej odległości, 300m - może ciut więcej - za to siedząc na stołku w kuchni :) Z kuchennego okna był dośc rozległy widok na pobliskie wzgórze, pola i "ścianę" lasu - często tu wychodziły rózne zwierzeta. Aby stwierdzić, że to wilk, trzeba było jednak wspomóc się lornetką. Od tego czasu, ponad 20 lat, nigdy juz wilka nie spotkałem.


Odpowiedz z cytatem