Widę, że od listopada nikt tu nic nie pisał, dyskusja w temacie zdaje się osiągnęła emocjonalny zenit i umarła... Przeczytałem cały wątek i parę rzeczy na klawiaturę mi się ciśnie. Nie chcę niczego odnosić personalnie do moich przedmówców, ale niektóre argumenty są dla mnie śmieszne. Odcinek przelęcz Bukowska - Sianki jest po polskiej stronie zamknięty dla ruchu turystycznego w imię ochrony przyrody, i ktoś na tym forum w imię tej ochrony wywodził, jakie szkody może wywołać w tej przyrodzie pojawiający się tam turysta. A ja zapytam - a jakie szkody może tam wywołać starżnik SG na terenowym motocyklu? Bo że jeżdżą po Połoninie Bukowskiej, to sam na własne oczy widziałem. Widzialem też lilię zlotogłów na odcinku Rabia Skala - Kremenaros, o ile dobrze kojarzę to kajś w okolicy przełęczy pod Czerteżem. Oba "widzenia" miałem w lipcu 2003. Lilii było sporo, i tuż koło ścieżki którą biegnie szklak. Poza tym, twierdzenie że my chronimy lepiej bo nie wpuszczamy ruchu turystycznego tam, gdzie wpuszczają Ukraińcy jestteoretycznie logiczne - bo poziom ochrony formalnie jest wyższy. no ale z drugiej strony (w przenośni i dosłownie) chodzą tam turyści i wywierają (w teorii lub w praktyce - dla cełow tego wywodu to akurat wszystko jedno) określony a destrukcyjny wpływ na pzryrodę. Sytuacja trochę mi przypomina wspomnienia jednego faceta z czasów wojny, który aby nie chodzić boso nosił wyrzucone przez kogoś buty bez podeszew. To tak, jakby statek mia tylko jedną burtę, a my wierzylibyśmy, że nie zatonie... Myslę, że sytuacja kiedy część (zapewne najmniejsza) chodzi na dziko, część wymyśla różne badania naukowe by móc tam legalnie dotrzeć a część (zapewne największa) tylko wzdycha bo chciałaby a nie może jest w jakiś sposób chora.