naive
Nie całkiem mnie zrozumialeś :( . Ja wcale nie porównuję SG z turystami i nie proponuję równych kryteriów " dla różnych służb i turystów. Patrzę natomiast od strony wpływu ich obecności na przyrodę. Doskonale wiem, że SG nie jest tam dla przyjemności, wiem jednak również że jeżdżą na motocyklach po Połoninie Bukowskiej. Nie wiem "ile razy na tydzień", bo nie prowadziłem takich obserwacji - ale w dniu, kiedy to widziałem, to było dwa razy w ciągu godziny. Poza tym w Krakowie, gdzie mieszkam, mogę obserwować efekty jazdy po ziemnych ścieżkach na terenowym motocyklu. I zaprawdę powiadam Ci - jeden crossowy motor robi większe szkody niźl inawet kilkunastu turystów, zdziera darń i calą warstwę gleby. Różnica jest rzeczywiście gołym okiem widoczna. Bez obrazy :) . Pisząc o równych kryteriach miałem na myśli ustawienie wysokiej poprzeczki, tak aby w efekcie mogli tam trafić tylko ludzie legitymujący się pewnym doświadczeniem górskim i nabytą wraz z tym doświadczeniem kulturą obcowania z górami. A co do przepisów - prawo nie jest niezmienne, bo prawo jest dla ludzi, a nie ludzie dla prawa. Jestem za tym, aby w takie miejsca, które i tak są penetrowane przez człowieka - z różnych przyczyn, także turystycznych - był możliwy dostęp, ale żeby to była wyższa szkoła jazdy. Moze np. tylko dla posiadaczy małej złotej GOT i przewodników (i oczywiście służb...)? To oczywi ście tylko przykład. I żeby była jasnosć: nie jestem za udostępnianiem wszystkiego, uważam że np. dolina Moczarnego powinna pozostać zamknięta. Ale zamykanie grzbietu granicznego od przeł. Bukowskiej po Sianki z naszej strony granicy jest dla mnie o tyle nielogiczne, że po stronie ukraińskiej przez większą cześc tej trasy wiedzie znakowany szlak turystyczny. Co to za ochrona, skoro tą samą ścieżką którą ( w iimię ochrony) nie można chodzić z naszej strony graicy, a można chodzić z drugiej? Powtarzam - moim zdaniem to schizofrenia, a nie ochrona.


