Hej :)
JEŻELI GODZIMY SIĘ NA ISTNIENIE SYSTEMU OCHRONY PRZYRODY, TO PRZESTAŃMY WRESZCIE Z TYM SYSTEMEM WALCZYĆ. BO TO JEST PRAWDZIWA SCHIZOFRENIA
Sprawa rejonu Kińczyka i Opołonka jest podobna do sytuacji w wielu innych zamkniętych dla ruchu turystycznego rejonach wzdłuż granicy RP we wszystkich przygranicznych PN-ach. Wszędzie prawo wstępu mają pogranicznicy, TOPR, GOPR i dziesięć innych uprzywilejowanych służb. Na dodatek często też z drugiej strony granicy biegnie szlak wytyczony przez władze tamejszego państwa. Ale to nie są argumenty za udostępnieniem tych terenów przez władze polskich PN-ów. Bo PN ma zadania ochronne i je realizuje tak jak może. To, że nie może dogadać się ze Słowakami czy Ukraińcami w kwestii ruchu po granicy, to nie dowód, że ruch ten należy tam koniecznie zwiększyć. To, że SG rozjeżdża ścieżki na Szlaku Granicznym, to nie argument za tym, żeby tam jeszcze doładować tłumy turystów z polskiej strony. Proszę zauważyć, że zwiększenie ruchu turystycznego w takich miejscach zwiększy częstotliwość przejazdów motorów SG po tych trasach, bo konieczne będzie nasilenie kontroli. Polski turysta potrafi więc natychmiast wzrośnie liczba nielegalnych biwaków, zacznie się trzebienie buków na ogniska, upiększanie okolic szlaków odchodami, pakami po chipsach, puchami po piwku.
A co do kryteriów przyzwlania na wstęp na taki spec-szlak. Znam przypadki ludzi z nie wiadomo jakimi odznakami PTTK, którzy doskonale sobie radzą z zasadami 'kulturalnego turysty' w dowolnym miejscu, nie tylko w PN-ach. Mają je w d... Więc proszę mi nie wmawiać, że jakieś plakiety na piersi są gwarancją, że tereny wokół Kińczyka nie zamienią się w chlew. Zamienią się, tylko może nieco wolniej.
I jeszcze jedno - wg dyrektywy EU, jeżeli gdzieś pojawi się gniazdująca para ptaków wymagająca do jej ochrony pewnego skrawka terenu jako otuliny ochronnej, to zarządzający terenem będzie musiał ustanowić tę strefę nawet kosztem zamknięcia szlaku. Do tego są zmuszone nawet LP w lasach gospodarczych, a co dopiero PN-y. Nie pamiętam, które to ptaki z Dyrektywy Ptasiej gniazdują w Polsce lecz pewnie to nie tylko orzeł ale i wszystkie sowy i ileś tam innych drapieżnych. Im wszystkim próbujecie pokazać gest Kozakiewicza szanowni turyści 'kwalifikowani', nawołując do otwierania zamkniętych terenów PN-ów.
Mamy tu po prostu przykład, jak działa egoizm człowieka w podejściu do Natury. Użyje wszelkich argumentów, żeby tylko przekonać o konieczności wprowadzenia rozwiązań takich, jakie jemu pasują. Uznajmy choć raz racje ochroniarzy i może nawet wesprzyjmy je np listem do SG o wyłączenie z odwiedzin rejonu Kińczyka strażników na motorach. Dziesiątki lat mogli tam pilnować na piechotę, to nic nie przeszkadza, żeby dalej tak robili.
Może zacznijmy pytać dlaczego Ukraińska strona wpuszcza ludzi tam, gdzie polska chce chronić? I co zrobiła Dyrekcja BdPN w tej sprawie?
1. PS: Niezmienność prawa chroniącego coś tak obcego ludziom, jak przyroda, jest niestety konieczna, bo wszelka zmienność będzie prowadziła do eksterminacji Natury. Każda kolejna manipulacja przy ustawie o ochronie przyrody prowadziła do rozluźnienia rygorów systemu ochrony.
2. PS: Gdyby przyroda radziła sobie zawsze i w każdych warunkach, to nie powstawałyby Czerwone Listy gatunków zagrożonych wymarciem, nie mielibyśmy 'ślicznych' Sudetów, nie oglądali martwych okolic fabryk, usychających od wyziewów i z braku wody lasów, nie patrzyli jak rodzimą florę wypiera jakiś zawleczony gatunek chwasta itd.


