Moja praca polega w duzym stopniu na telefonowaniu. Na urlopach też (ja nie pracuję "od do").
Mimo to jestem przeciwko telefonom w chacie. Sam będę wyłączał i nie chcę, żeby mi coś co chwila brzęczało. Właśnie od tych wszystkich dźwięków, pinów, kodów, loginów uciekam do chaty.
Jeśli ustalamy, że nie ma dzwonków w chacie, to tak ma być i kropa.
Co do egzekwowania powyższego i kary/puszki:
Wkurza mnie w Polakach podejście: "a ja nie zapłacę i co mi zrobicie?".
Pewnie, że nic. Ale jestem za puszką i sam do niej chętnie wrzucę 5zł, jeśli mi się zdarzy zapomnieć wyłączyć komórę. A zawsze może się zdarzyć. I nikt mnie nie będzie musiał do niczego zmuszać, bo ja lubię sam respektować ustalone normy. Nie lubię być zaganiany do czegokolwiek i dlatego sam ustępuję z lewego pasa szybszym na drodze.
Wróciłem właśnie z US. Tam, jeśli coś ustalimy, wszyscy czujemy się za to odpowiedzialni i każdy pilnuje innych. Czyli jest presja społeczna. Wiem: kij ma dwa końce - nie rozciągajmy tego wątku - ale dobry koniec jest taki, że jeśli jest system, to on działa z przyczyny ogólnego przyzwolenia i nawet presji.
Miałem na budowie chaty (jako majster) ludzi, którzy sami się gonili do roboty i takich, których trzeba było pogonić. Cenię bardziej tych pierwszych.
I generalnie jestem za ćwiczeniem Polaków w sztuce społecznego myślenia: "my", zamiast popularnego :" ja" ("kontra oni"), które miało sens za zaborów i okupacji, ale teraz?
Mimo, że naprawdę niczego tak sobie nie cenię, jak wolności.
W tym kontekście puszka jest MOIM wyborem i jestem za.
I podchodzę do tegeo z uśmiechem.
Julo