Aż sięgnąłem po kolejne piwo. :)
1. Nie jest prawdą, że identyczne sponsorowanie BdPN może następować bezpośrednio. Może dotyczyć tylko wpłat "na ochronę przyrody", ale bez żadnych wzajemnych "uprzejmości" ze strony Parku pod adresem darczyńców (np. w zakresie współpracy, reklamy, etc.).
Park Narodowy jest jednostką administracji rządowej (sam nie ma osobowości prawnej, czyli reprezentuje Skarb Państwa, analogicznie jak np. jednostka Sił Zbrojnych czy Policji). Gdyby do stowarzyszenia wkręcił się np. płk Ałganow, zawsze można by go stamtąd usunąć na mocy uchwały zarządu. Gdyby zaś zaczął współpracować z kierownictwem Parku, to już byłby powód powołania nowej sejmowej komisji śledczej.
2. Właśnie sugerowana przeze mnie forma prawna może okazać się antidotum na tzw. słomiany zapał. Ktoś, kto by się wziął profesjonalnie za organizację i działalność stowarzyszenia, powinien tak przedstawić sprawę innym członkom - założycielom:
- oczekuję wynagrodzenia w kwocie ... zł miesięcznie, ale z funduszów, które postaram się dla stowarzyszenia pozyskać (składki członkowskie będą tu tylko kroplą w morzu),
- niezbędny będzie jakiś pokoik, komputer, telefon, fax, stały dostęp do internetu.
I interes zacznie się rozkręcać. Zostanie weń zaangażowana co najmniej jedna osoba, dla której praca w stowarzyszeniu może stanowić główne (albo ważne) źródło utrzymania. Ta osoba po prostu nie bedzie mogła tej pracy zaprzestać !
Ów człowiek powinien posiadać dobrą prezencję, łatwość nawiązywania kontaktów, niekonfliktowy charakter, energię życiową oraz wiedzę i juz pewne doświadczenie w bezpośrednim załatwianiu spraw formalno - administracyjnych.
3. Piotr ma rację, gdy zauważył, że równie dobrze może to być stowarzyszenie miłośników Bieszczad, niekoniecznie tylko Bieszczadzkiego Parku Narodowego.
Ale tkwi tu pewien szkopuł. Natura ludzka jest ułomna, każdy na coś tam (nawet na niewiele) liczy. Gdyby straż Parku przyłapała turystę nie na szlaku turystycznym, ale za to z legitymacją stowarzyszenia miłośników Parku, ten mógłby się wytłumaczyć, że np. "statutowo" coś tam monitoruje. Ponadto straż Parku otrzymałaby wówczas na pewno ciche zalecenia dyrekcji, aby nie czepiać się (poza drastycznymi przypadkami, naturalnie) członków stowarzyszenia. Natomiast legitymacja "jakiegoś tam" stowarzyszenia bieszczadzkiego może nie robić żadnego wrażenia na strażnikach Parku.
W tym kontekście wyrażam pogląd, że zainteresowanie członkostwem w ew. stowarzyszeniiu wspomagającym BdPN (a nie Bieszczady ogólnie) byłoby większe.
4. Stowarzyszenie miłośników BdPN, aby działało skutecznie, powinno być apolityczne i absolutnie (pomimo zachęt !) nie może wdawać się w żadne rozgrywki admnistracyjne, żadne intrygi. Zmieni się kiedyś dyrektor Parku, to "umarł król, niech żyje król !". I robić swoje, obojętne czy szefem Parku będzie ktoś z Samoobrony, czy LPR.
5. Jasna sprawa, że w kierownictwie stowarzyszenia (grupie inicjatywnej, a później w zarządzie) powinny znaleźć się tylko osoby mieszkające w regionie bieszczadzkim. Jest to robota "na miejscu", a w żadnym wypadku dla sezonowych bieszczadników. Ci ostatni powinni zadowolić się "szarym członkostwem", ale też mieć jakiś symboliczny profit z przynależności i faktu posiadania legitymacji (patrz np. pkt. 3). Osoby zamiejscowe świetnie nadają się też do składu komisji rewizyjnej, gdyż nie są uwikłane w "bieszczadzkie" układy i układziki.
6. Na zakończenie, gwoli wyjaśnienia: ja tylko służę radą, do żadnej funkcji nie aspiruję i aspirować nie będę. Bieszczady kocham, ale spędzam tam tylko urlopy i co pewien czas któryś z tzw. długich weekendów.
A sprawy "stowarzyszeniowe" znam dobrze dlatego, że jestem już 3-cią kadencję członkiem zarządu jednego z warszawskich, "branżowych" stowarzyszeń (bynajmniej nie TP KPN). Liczy ono ok. 250 osób.
I piwo już mi się skończyło.![]()


Odpowiedz z cytatem