No to wymieniliśmy się poglądami. Dwóch się przy tym lekko posprzeczało. Bywa.
Ja na razie "w tym temacie" zamilknę, chyba już wszystko, co miałem do powiedzenia, to powiedziałem.
Jeszcze tylko zakończenie - gwoli polemiki i wyjaśnienia.
Niniejszy wątek tematyczny powstał po mojej wzmiance o TP KPN, gdy zapytałem, czy istnieje analogiczne stowarzyszenie przy BdPN. Do tej pory Stachu milczy w tej kwestii.
Ww. dwóch parków narodowych nie można porównywać, mimo że formalnie stanowią tę samą formę ochrony przyrody. I mimo że mają wiele podobieństw - np. wędrując przez obydwa parki przechodzi się przez tereny nieistniejących już wsi.
BdPN jest "skazany" na turystykę. Może już za kilkanaście lat będzie przypominał Tatrzański Park Narodowy. I to jest normalne. Po to są połoniny, aby przyciągały turystów. Po to są szczyty Tarnicy i Halicza, aby je zdobywać. A rolą stowarzyszenia (jeśli powstanie) będzie m.in. pomoc w tym procesie (niestety !), oraz rozwijanie jakiejś kultury tej turystyki bieszczadzkiej, zwalczanie zachowań dewastacji i śmiecenia przede wszystkim. Czyli zwalczanie stonki. Zaraz T.B. zareaguje.
KPN natomiast stanowi "płuca" dla Warszawy, a może i większego obszaru. Turystyka na jego terenie jest i będzie tzw. złem koniecznym (no bo jej zabronić nie można). Stąd pewnie i stowarzyszenie kampinoskie jest tylko tzw. kwiatkiem do kożucha.
Viki miał nadzieję, że żartowałem. A ja tylko celowo przejaskrawiłem swoją wypowiedź.
Viki, zauważ, że na terenach parków narodowych są dość liczne dróżki i ścieżki (zaznaczone również na mapach !), którymi nie przebiegają szlaki turystyczne. Czyli ruch turystyczny nie jest po nich dozwolony. Ale tylko ruch ... turystyczny. Inny, np. ze wsi do wsi ruch lokalny, jest dopuszczalny.Także pracownicy parków rozjeżdżają się po nich samochodami i motocyklami. Teraz zastanów się, czy jak na taką ścieżkę wejdzie sobie pieszo członek stowarzyszenia miłośników owego parku narodowego, to czy to będzie też turystyka, czy może już praca społeczna. Ja np. szedłem sobie raz nieoznakowaną ścieżką po terenie KPN i zauważyłem, że jakaś hołota porozrzucała pocięte i ułożone w sągi kawałki drzew, część z nich wrzucając do kanału Łasica. Zaraz po powrocie do domu wysłałem e-mail do dyrekcji KPN z informacją o tym, wskazując dokładnie miejsce owej szkody. W odpowiedzi dostałem piękne podziękowanie, a nikt się nie spytał, co ja tam robiłem. A przecież nie zrobiłbym tego, gdybym nie był członkiem stowarzyszenia. Podobnie jak nie powiadamiam dyrekcji komunikacji miejskiej o zauważonej dewastacji przystanków. Viki, zachowujesz się inaczej ?
A Piotr to chyba myli stowarzyszenie z fundacją. Członkowie stowarzyszenia realizują jakieś swoje interesy - jak nie zobaczą także swoich korzyści, to się nie zrzeszą. Albo po chwilowym słomianym zapale zaprzestaną płacenia składek i ich członkostwo umrze śmiercią naturalną.


Odpowiedz z cytatem