Zgadzam się z T.B. Zgodzili się na poniedziałek, to ich obowiązek słowa dotrzymać. A z tym wróblem w garści ... krótko i delikatnie rzecz ujmując się nie zgadzam.
Przy okazji przypomniał mi się mój pierwszy wyjazd w Bieszczady.
Zdecydowaliśmy się na wyjazd na długi weekend majowy. Szukaliśmy miejsca przez internet, nie powiem, marudząć nieco. No bo miały być pokoje z łazienką, miło urządzone (późny gierek oczywiście odpada), w cichym odludnym miejscu, domek miły i sympatyczny, najlepiej drewniany, a nie murowany klocek, etc. Poszukiwania rozpoczeliśmy koniec marca, początek kwietnia, no bo to przecie Bieszczady, koniec świata i niedźwiedzie na wyciągnięcie ręki, pusto, głucho i do domu daleko.
No i oczywiście wszystkie ciekawe miejsca były porezerwowane.
Panika, nie znajdziemy. W końcu koleżanka podała nam nr telefonu, gdzie co prawda nie nocowała, ale była i wydawało jej się, że ok.
Dzwonimy, jest miejsce, zarezerwowaliśmy szczęśliwi.
Dopiero jadąc uświadomiłam sobie, że nie pytałam o łazienkę, a na uboczu to nie jest tylko przy głównej drodze Cisna - Wetlina. A do tego czas podróży nam się wydłużał, wychodziło nam na to, że dotrzemy ok. 21.00. Czarne chmury zaczęły kłębić się nad naszymi głowami.
No i zachowałam się jak sławetna warszawka, do tego skażona służbowymi podróżami i przygodami z hotelami, gdzie zwykłe rezerwacje trzymane są do 18.00, a klienci traktowni dosyć przedmiotowo. Zadzwoniłam z info, że się spóźnimy i że bardzo proszę o potraktowanie naszej rezerwacji jako rezerwacji gwarantowanej i umożliwienie nam zjedzienia czegokolwiek po przyjeździe![]()
Oczywiście właściciele i obsługa okazali się osobami, które przyzwyczajone są do różnych dziwactw turystów i super ludźmi. W efekcie końcowym, jeźdżę tylko tam i mamy niezły ubaw wspominając to moje pierwsze "wejście".![]()
A Tobie Kotu życzę, żebyś spotkał w Biesach tylko takich ludzi, oni tam naprawdę są.


Odpowiedz z cytatem