W Siekierezadzie przesiadywałem podczas jednego z wypadów w Bieszczady parę lat temu, nocowałem na polu namiotowym, gdzieś na zakręcie drogi i z dojściem do potoku (nie mam pojęcia czy to pole jeszcze istnieje?). W dzień oczywiście łaziliśmy po górach, a wieczorami, gdy już wycieczki i ,,japońce'' poumykali na kwatery, przesiadywaliśmy ze znajomymi w knajpie. Wtedy jeszcze nie było tej cholernej szafy grającej. Co będę pamiętał z tego pobytu? hektolitry grzanego wina i piwa, ciekawych tambylców, grę w kości i karty przez długie godziny...i tak zadymioną atmosferę w środku, że powietrze można było nożem ciąć w kostki i chować do kieszeni:) Miło wspominam to miejsce, ale wtedy chłonąłem te góry jak gąbka wodę i wszystko mnie cieszyło. Teraz może byłoby inaczej? nie wiem, jak będę w Cisnej to zajrzę, wypiję kufelek, posiedzę...klimat tworzą ludzie, a jak ich nie ma to pozostaje tylko puste miejsce, nieważne jak bardzo będzie kultowe.