Mogło to być tak.
Zajeżdza mercedesem jakiś Niemiec lub Austriak, z polskim tłumaczem, a jakże. W rękach aparaty fotograficzne, urządzenia nagrywające i może jakieś ankiety do wypełnienia. Zachodzą do domów, wypytują o najstarszych mieszkańców, docierają do nich, robią wywiad i ... oczywiście niczego się nie dowiadują.
Nikt nic nie wie, niczego nie widział, niczego nie pamięta. A tak naprawdę to wszystko wie, wszystko widział i wszystko pamięta (wyjąwszy przypadki ciężkiego Alzheimera).
Trzeba znać duszę Polaka czy Rusina (mieszkańców wsi, niekoniecznie bieszczadzkiej), aby umieć z nimi gadać.


Odpowiedz z cytatem