Przeczytałem (i to nie raz) Wasze wszystkie wypowiedzi. Czas na parę zdań polemicznych.

Faktycznie, z polskiego punktu widzenia wydawałoby się, że wybór pomiędzy promoskiewskim wasalem Janukowiczem a ukraińskim nacjonalistą Juszczenko, to wybór między dżumą a cholerą. Ale tylko wtedy tak się wydaje, gdyby za punkt odniesienia przyjąć wydarzenia z okresu II wojny światowej i ew. paru lat powojennych.
Jednakże patrząc na to wszystko zarówno retrospektywnie do kilkuset lat wstecz, jak też perspektywicznie (czyli wyciągając na przyszłość wnioski z nauki historii), sytuacja wygląda odmiennie.

Historycznie dla Polski największym zagrożeniem jest moskiewski imperializm. Obojętnie kto by w Rosji nie rządził, czy car biały, czy czerwony, czy jeszcze jakiś inny. Zawsze Moskwa będzie dążyć najpierw do uzależnienia Polski, potem jej zwasalizowania, a wreszcie do zaanektowania. Mogłoby być inaczej, gdyby Rosja stała się krajem naprawdę w pełni demokratycznym. Ale wtedy przestałaby być dzisiejszą Rosją, tendencje odśrodkowe sprawiłyby, że znacznie skurczyłaby się terytorialnie. Uważam więc, że wręcz polską racją stanu jest dążenie do popierania i wzmacniania organizmów państwowych oddzielających nas od Rosji.

Polska i Ukraina mają wieki wspólnej historii. Nie będę tu przytaczał faktów i dat historycznych, bo są one Wam znane. Sięgam teraz (dosłownie w tej chwili) do "Warszawskiej Książki Telefonicznej" wyd. TP S.A., rok 2004. Nazwisko "Janukowicz" pojawia się tam 5 razy, "Juszczenko" - 1 raz, a "Kuczma" - 7 razy. Pomnóżmy te wielkości przez przeciętną liczbę domowników noszących to samo nazwisko, a przekonamy się, że w Polsce tylko po samej W-wie chadza kilkunastu Janukowiczów, kilku Juszczenków i może nawet kilkudziesięciu Kuczmów.
Specjalnie napisałem "Janukowicz", a nie "Janukowycz", tak samo, jak pisze się Szmidt a nie Schmidt. Chodzi bowiem o jedno nazwisko.
Jak poszperacie we własnych genealogiach, to zapewne też znajdziecie przodków z Ukrainy czy Białorusi. A przecież nie wszyscy nasi "praszczurowie" stamtąd wyjechali, jacyś ich stryjeczni bracia pewnie tam pozostali i się zrusyfikowali. Albo inaczej: to nasi pradziadowie się kiedyś spolonizowali. Zjawisko to może występuje najmniej w Wielkopolsce i na Górnym Śląsku, tam za to mieć będziemy niemieckie analogie.

Piotr i Viki podali przykłady nacjonalistycznych wypowiedzi Juszczenki. Nie neguję tego, nie były to jednak na pewno formalnie zgłoszone pretensje terytorialne względem Polski. Ot, takie wypowiedzi publiczno - polityczne, a w dodatku nie pozbawione racji historycznej (wszystko jednakże zależy od kontekstu wypowiedzi !).
Ja np. teraz napiszę (już to robię !), że Lwów powinien być polski. Bo tak uważam ! Bo za niesprawiedliwe uważam postanowienia jałtańskie. Ale czy to znaczy, że chciałbym teraz, w 2004 r., odebrania go Ukrainie ? Absolutnie nie. Byłem tam i polskość zauważyłem w zasadzie tylko na pomnikach i cmentarzach.
Janukowicz miał powiedzieć, że Przemyśl powinien być ukraiński. Bo kiedyś, do 1340 r., był ! Pierwsze tamtejsze biskupstwo było prawosławne, a nie katolickie. I cóż z tego !? Nic. Tak samo można dziś powiedzieć, że Stambuł powinien być grecki a nie turecki (bo to przecież niegdysiejszy Konstantynopol !). Szczerze roześmieliby się wtedy zarówno Grek, jak i Turek (jeden bardziej nostalgicznie, drugi może z odcieniem szyderstwa).

Nadal jestem złej myśli, może teraz nawet bardziej niż tego dnia, gdy rozpoczynałem niniejszy wątek tematyczny. Obie strony konfliktu mają już bowiem za wiele do stracenia. Juszczenkę i jego zwolenników spotkają, w razie przegranej, silne represje polityczne, ze skrytobójstwami włącznie (rękami rosyjskiego wywiadu). Janukowicza i jego politycznych gangsterów czekałaby natomiast dożywotnia infamia (śmierć polityczna) i wieloletnie więzienie. Za sfałszowanie najważniejszych w państwie wyborów.

Obawiam się, że w tym tygodniu padną na Ukrainie pierwsze ofiary śmiertelne. Obym się mylił !!!