Podobną sytuację widziałem na Prełukach. Leżymy sobie w wodzie, popijając piwo, dzieci obok szaleją a obok wku... wędkarz usilnie moczył kija. W międzyczasie przyszedł Czesiek D z poleceniem od żony złapać coś na obiad. Sprzęt to kawałek kija z żyłką i wiadereczko czereśni. W ciągu 15-20 minut miał pełny kosz rybek. Pewnie by jeszcze więcej złapał ale dzieci wyżarły mu czereśnie. Wędkarz nie wytrzymał nerwowo i gdzieś się podział (może poszedł na Duszatyń?). Pozdrawiam.Zamieszczone przez długi


Odpowiedz z cytatem