Gadamy do późna. Pendzel po raz kolejny przeżywa rozczwarowanie swoimi "mistrzami". Ja i Woźny ze stoickim spokojem odsypiamy resztę życia.
Ten chłopak (Pendzel) musi ostygnąć, zanim znowu przyjdzie mu gotować się na mrozie, co nie zmienia faktu, że jego zapał jest sympatyczny.
Rano celowo śpim do późna. Imprezy nocne, zakończone około 5 ne dawały sznas na sen. Dziewczynom obok zawaliło się łóżko, a Woźny przegnał gości z korytarza bez bluzgania.
No i rzecz jasna zbarłożyliśmy. Jak już żeśmy odespali było już a późno an wyjście.
Poszliśmy do PTTK na jajecznicę. Pokazałem chłopakom jak to robią zawodowcy .
(ciastka dla obsługi i mamy wrzątku do oporu)
Następnego dnia łapiemu PKSa do Jabłonek. Tam mieliśmy się spotkać ze Studenckim Kołem Przewodników Turystycznych. (tzn tak powiedziałem chłopakom, mnie tam szczególnei interesowała pewna dość konkretna kursantka).
W Jabłonkach niespodzianka. Schronisko zapchane. Jak już załatwiłem nocleg, to chłopaki stwierdziły, że wracają do Gdyni . Ze mną lub beze mnie.
Zrobiło mi się dziwnie. Z jednej strony kawałek razem przeszliśmy, a noc sylwestrowa w pociągu nie jest specjalnie atrakcyjna (zwłaszcza jak jedzie tylkodwóch normalncyh chłopa, bez wódy). Z drugiej nie znali oni SKPT i mogli czuć się obco. Trudno, rozstaliśmy się po męsku (misiek i błogosławieństwo)
"Stoję smutny na peronie z tą walizką jedną/ tak jak człowiek, który zgubił od domu swego klucz" ( skąd to cytat?)


Odpowiedz z cytatem