Akurat Brertrandzie miałem o Tobie pisać :D Wiem że nie moge prosić o cierpliwość, bo tą akurat już macie na wyczerpaniu :) Wiec piszę dalej...Ok 18:30 zjawili sie Harnas z Maćkiem...A pół godziny po nich w końcu zjawił sie BertrandWydawał sie być mile zaskoczony niespodziewanym rozwojem sytuacji...Z racji duzego natęzenia dżwieków i wrażeń wyszliśmy na ganek... gdzie zatwierdziliśmy naszą znajomość wraz z Bizonem i Edim pijąc zacna ognistą tinkturę ze sławetnego juz kubka, którego zawartość znały tak naprawdę tylko gwiazdy widzace wszystko z góry :D Wspomniane gwiazdy milczały dyskretnie, dlatego nikt nie mógł byc pewien jaka porcja tinktury naleje mu sie w ciemnosciach...Na jeden łyk... na dwa... na trzy...
Ech... brrr... Bez zapijania
W dole szumial potok, za naszymi plecami muzyka i śpiewy...Tak sie tworzą wspomnienia które działaja jak balsam, gdy sie do nich wraca po powrocie w tryby cywilizacyjnej rzeczywistości. Nawet teraz, kiedy pisę te słowa na mojej brodatej gebie błaka się usmiech...Jak widział to Bertrand mozna dowiedzieć sie na tej stronie: http://forum.bieszczady.info.pl/bieszczady1803-0.html
Wróciwszy do chatki Bizonek dorwał sie do gitary i zaczął cos tam plumkać, cos tam spiewać...Czas leciał szybko...Ani sie nie obejrzałem...Ani sobie nie pogadałem...A juz Bertrand musiał wracać do cywilizacji...Odprowadziłem go do samej drogi przyświecajac latarką...Jako że pora była umówiona, czekała na niego małzonka i karawan, choć zaświadczam że karawan był zbedny, bowiem Bertrand "zgonu" po tinkturze nie zaliczył
Miał możnośc ujrzeć jedynie sam początek zabawy...Szkoda...kiedys nadrobimy
Wróciłem. Stanąłem na uboczu i obserwowałem to wszystko jak wyspiański na weselu u kumpla...Jak zauważyłem Anyczka przy kominku sączyła powoli piwko i podobnie jak ja chłonęła uroki chwili z drugiego "ubocza"
Porozmawiałem chwilkę z Harnasiem nad mapa o lokalizacjach i stanie Chatek w Biesach...I nagle poczułem że czas sie zająć szykowaniem noclegu bo cosik dziwnie "słabnę"
Wyszedłem przed chatke i po poręczach wdrapałem sie na strych, gdzie w świetle czołówki, posapując i mamrocząc pod nosem różne zaklęcia rozstawiłem namiot i rozłożyłem śpiworek...Drogą spowrotem na dół nie musiałem się zanadto przejmować dzieki pomocy grawitacji
A na dole w tzw. miedzyczasie Młody z gitarzysty przeistoczył sie w perkusistę, a pusty
garniec po grzańcu przeistoczył sie w bęben
Co to sie działo...Trwaj chwilo radosna! Jak sie okazało nie tylko ja tak pomyslałem, bowiem nastepnego dnia mogliśmy znów usłyszec cały koncert utrwalony na kasecie
...Przez co u braciszka zrodziły sie uzasadnione obawy przed nieautoryzowanym rozpowszechnieniem tych nagrań
Ok 3-4 godz w nocy udałem sie na spoczynek na stryszek, gdzie zastałem juz w namiocie pochrapujacego w najlepsze braciszka.Hop! w śpiworek i sen...


Odpowiedz z cytatem