Anyczka i Edi odprowadzaja nas do jeziorka...Zrywa sie zimny wiatr...Słońce zachodzi.Żegnamy sie i rozchodzimy...Oni do chatki a my? Ścieżką pod górę po zmrożonym starym śniegu.Po 10 min postój.Ściagamy kurtki-rozgrzalismy sie :) Raczymy sie czekolada.Pod przełęczą nastepny postój. Czas założyc czołówki. Zapadł juz zmrok- nic nie widać, jedynie zarys koron drzew na tle nieba...Świecimy sprawdzona metoda, tylko wtedy kiedy trzeba. Dochodzimy do ziel szlaku. Ślady ludzkie. Z góry.Podłączamy się. W pewnym momencie coś na śniegu przykuło moja uwagę.Latarka...O! Krew? Albo ktoś sie skaleczył, albo poszła komuś z nosa z przemęczenia...A może ktoś komus opowiadał stare dowcipy? Nie wyglada to groźnie wiec kontynuujemy droę pod górę.Dochodzimy do bardziej stromego podejscia. Ślady znikaja w zawiane w zaspach...Rozgladamy sie za znakami szlaku. Nie ma? Wyciagamy radyjka...Rozdzielamy sie.Ja pod góre, młody po warstwicy. Wiatr sie wzmaga wraz z wysokościa stracając szadź, która pada niczym śnieg..."masz coś?" pytam przez radyjko."Nic..." "Ja też nic..." Gdzieś w dole miedzy drzewami przebłyskuje bizonowa latarka...Nagle snop światła w górę! " Co sie stało?"chwila ciszy...w końcu radyjko odz się: "K...a! Wyj... się!" "achaTo wracaj, u mnie sa znaki..." Okopuję sie w śniegu i ubieram kurtkę. Czekam na brata aż dołączy...Jest brat.Dosiada się. Właczam dla zabawy radyjko. Kanał wywoławczy..."ogolne wywołanie, woła stacja ze zboczy Chryszczatej! Jak nas słychać?"...Nic...Skaczemy po kanałach. Ktos rozmawia..."Break!" "prosze breku :) ""hej! Podajemy z Chryszczatej. Skad podajecie i jak nas słychać?" "Werlas! Głośno i wyraźnie... :) " hmm.. nieźle jak na reczne radyjko z flexem...Życzenia noworoczne, papa! i Dalej pod górę...Śniegu przybywa, idzie sie coraz ciężej, czuje że powoli dopada mnie kryzys...Zip! Zip! Oddycham głeboko i łapczywie zuzywam chyba cały tlen w promieniu metra odemnie
Teraz wiem co znaczy iśc w góry żeby, odetchnać pełna piersią.W godzine marszu zuzyłem tyle tlenu że starczyłoby na dzień siedzenia w domu przed komputerem... :) "Czekaj Brat, musze odsapnąć" Znów okopujemy sie w śniegu i wyciagamy po piwku...Psss...Pyk! I braciszkowie racza sie piwkiem w pieknych okolicznosciach przyrody
Śmiejemy sie z siebie, że robia sie z nas specjalisci od nocnych marszów po górach.Prorocza uwaga.(Miesiac później znów wedrowalismy w nocy po okol Halicza w dużo głębszym śniegu
) Puste butelki do plecaka.Daaalej...Na polance przed szczytem śnieg powyżej kolan. Niewygodnie...
Wkurzam sie i ide na kolanach, wieksza powierzchnia - nie zapadam sie w śniegu.Odpoczywam na czworakach z głową przytuloną do sniegu a zadem bezczelnie wypietym gdzieś w strone gwiazdozbioru Cygnusa..." A ty co wyprawiasz?" pyta zdziwiony brat stojac pionowo..."Chyba widać
Odpoczywam..." Za chwilę docieramy do grzbietu i w prawo do pod słup na szczycie...Szadź bajkowa! Skrzy sie cudnie w świetle latarki...No to fotka zdobywców - Pstryk! pstryk! ( później okazało sie ze fotki były do niczego. Zapomniałem ze zmęczenia włączyc synchronizacji lampy
) Koniec czekolady. Ostatnie dwa papieroski...Wiatr gwiżdże w gałęziach, zamiata szadzią i śniegiem. Uwielbiam to... :D Po to sie przecież jeździ w gory zimą...


Odpowiedz z cytatem