tak na poczatek to pozdrawlienia dla calej ekipki z przed i sylwestrowego wspoolnego bytowania tam poza elipsa, chcialo by sie rzec dla nas, czyli tych, o ktorych byla mowa pomiedzy wierszami (takze tymi pisanymi jak i niezwerbalizowanymi, bardziej juz realnymi w samym tylko ich pomysleniu) w jabolowym uzewnetrznianiu sie z czasu tego, co to przyszli z gitara, zdaje sie pozytywna wibracja [bo jak tu jej nie miec w tak pieknych okolicznosciach przyrody] i poezja w gitarze, spiewie (jaki by nie on byl, zwlaszcza po przetestowaniu kilku ladnych miarach tego o czym chwile dalej i innych) i w ogole calej swiadomosci tego co jest, czym sie oddycha, na co patrzy i czym zyje oraz mlodym W, ktore zostalo pozniej uwarzone w towarzystwie innych winnych li niewinnych jak sumienia wyrzut plynnych pobudzaczach do zycia, tego bardziej wyrazistego i wrazliwszego niz to tzw. codzienne jak to sie zwyklo mowic i czasem tez pisac, a ktore tez trzeba przezyc, (kto sie zgubil w sensie logicznym tego jakby zdania to niech przejdzie do wyrazenia "dla nas"), bylo to spotkanie pozytywnym zaskoczeniem, bo roznych ludzikow sie spotykalo tu i tam w tej przestrzeni bies czadowej, bylo dobrze, nie chce tu kadzic nikomu, bo i po co, tylko wypisac jak rzeczywiscie sie to widzialo i przezylo, takze milo bylo i dalej sie poszlo tam gdzie sie mialo pojsc, bo widocznie tak mialo byc, bo inaczej byc nie moglo...