Pod słupem mała sesja łączności. Komóra sie wściekła Sypią sie życzenia od znajomych...Odpowiem na kilka, potem może nie być okazji...Więc kliq-kliq :) aż w końcu kolega Mróz delikatnie poklepał mnie po pleckach że pora iść...Nie potrafię znaleźć słow żeby przekazać jak pieknie było wtedy na szczycie Chryszczatej, kto widział- zrozumie, a kto nie widział temu zazdroszcze... Chciałbym poczuć jeszcze raz ten zachwyt gdy odkrywa sie piekno zimowych wędrówek...Busola. Ulubiony azymut "pi razy drzwi " i ruszamy "w stronę kierunku".Teraz w dół...Śnieg...zwykła woda w proszku, a potrafi tak zmieniac krajobraz.Wygładza wszelkie ostre kształty, czyni świat łagodnym i miłym dla oka, a ja lubię jak mi dobrze w oczy... Wiatr cichnie gdy schodzimy w dół...śnieg jeszcze dodatkowo wytłumia i wygładza dżwieki...Cisza taka że sami zamilkliśmy.Jakoś tak bezwiednie... Jakby się weszło do świątyni...Mamy całkiem dobre tempo marszu. Wiadomo: z górki :) Rozeszlismy sie na boki żeby zwiekszyć prawdopodobieństwo jeśli nie wypatrzenia to może przynajmniej zderzenia sie z chatką Co jaks czas zapalam czołówkę, liczę na ślady...Nic. Czasem jeleń...Wszelaka gadzina zlazła w doliny gdzie nie ma śniegu i żyć łatwiej...Z dwoma wyjątkami...( hehe! Czy my jesteśmy wyjątkami? Przecież nie wyjemy ) Jeden wąwóz...Drugi...Trzeci...Niestety pokonujemy je w poprzek...Troche to męczy.Kurcze... Może ją minęliśmy? Chwila namysłu...Narada. Odbijamy na wsch, i szukamy punktu orientacyjnego...Łeee... Znowu pod górę... Na szczęście punkt orientacyjny jak na zamówienie pojawił sie na naszej trasie.Super! No to robimy tak...Zrzucamy plecaki, ja idę poszukać chatki a ty rozpal tu ognisko. Byc może tu zabiwakujemy...Włączyliśmy radyjka...Busola...i pomykam w dół. najpierw prosto, potem zaczynam zygzakować żeby natrafić na jakiś ślad bytności ludzi...Otoczyła mnie cisza...Jestem w swoim raju...czasem odzywam sie do brata żeby sprawdzić czy mam jeszcze łącznośc.Słychać go elegancko...Latarki nie używam.Jest dosć jasno. W pewnym momencie z boku zamajaczył jakis kształt nie pasujacy do otoczenia...Dopiero po chwili załapałem co to może być gdy ujrzałem z bliska krzyż...Ślad tragicznej historii...Zbiorowego ludzkiego szaleństwa sprzed prawie stu lat...Zadumałem sie chwilę...Wypiję za was piwko chłopaki, kimkolwiek jesteście...Gdzieś zostawiliście swój świat i rodziny by zginąc bez sensu w wojnie z kaprysu "cysorzy" i Cara... http://forum.bieszczady.info.pl/bies...719.html#14719 tu możecie zobaczyć szkic... A ja dalej...Do nowego roku zostało półtorej godziny...