...Tradycyjnym naszym problemem przy zejsciu było zachowanie pionu. Kazdy krok był krokiem w nieznane. Ciagle w podświadomości oczekiwaliśmy tego co w tych warunkach nieuchronne...Dlatego kiedy juz z całą gwałtownościa chwili ktos z nas "zeszedł do parteru" odczuwało się ulgę i spełnienie że to "już"Oprócz tego po drodze minęło nas kilka samochodów z usmiechnietą i machajacą do nas zawartością. Odmachiwalismy bacząc jednoczesnie coby nie popisać sie przed nimi jakimś szpagatem, tudzież saltem niekontrolowanym
Kto bywał w tamtych stronach to wie że o tej drodze niewiele mozna napisać. Poprostu jest i ma dla nas tę zaletę że jest z górki. Troszke zaczął nam dokuczać głodzik. Dlatego gdy ujrzelismy bazę studencką, uznaliśmy jednogłośnie że czas cosik zjeść... Zaszlismy więc pod dach...Nie było tam nikogo a jednocześnie widać było że niedawno ktoś tam był :( i to były straszne brudasy i wandale...Vide: http://forum.bieszczady.info.pl/bies...3-0-asc-0.html z a przyzwoleniem Bertranda dodaje jeszcze foto wykonane kilka godzin przed nami...Ktos pozostawił po sobie kiepską wizytówkę...No cóż, naszym celem było cosik "wtrząchnąć". Więc polalismy sobie herbatki do kubeczków i zjedlismy każdy po Chińskiej zupce "na sucho"...Czas był juz dojrzały wiec nie chciało nam sie juz podgrzewać potraw :) Zaraz potem ruszylismy dalej...Przy wyjsciu na drogę znieacka wpadłem w poslizg, i pojechałem na plecach chyba z dziesięć metrów po lodzie zdradziecko przypruszonym śniegiem
Braciszek poszedł w moje ślady. Nie wiem czy go podcięłem upadając czy chciał mi tylko dotrzymać towarzystwa :D


Odpowiedz z cytatem