o tym odcinku niewiele mogę napisać, a i tak już napisałem duzo :) poprostu szlismy. W planie mielismy dotrzeć do samochodu...A wtedy to był jeszcze odległy cel, więc na tych planach poprzestalismy :) Na miejscu sie zastanowimy...Minęlismy barak po prawej... W oddali na wprost od nas stał jakis gość z psem i patrzył w naszą stronę...Stał tak chyba z kwadrans aż nieśpiesznie do niego doczłapaliśmy. Pozdrowiliśmy go. Pytania "skad idziecie...dokąd...zatrzymacie sie na chwile na gorącą herbatę?" Odpowiedzi: "stamtad...tam..hmm...na chwilkę wpadniemy, co brat?" :D Gosc całkiem sympatyczny, przedstawił sie nam jako Sierżant...pogawedziiśmy troche o bieszczadzkich sprawach i historiach...A było o czym gawędzić...Kawka, herbatka, pecik...Chwilka trwała ponad godzinę...Ciekawych ludzi mozna w biesach poznać...Nie pierwszy raz to odkrywam. :D Gdy wyszlismy ze stróżówki było już ciemno. Dzień? Noc? Co za różnica Byle w Biesach być...Każda pora ma swój urok...Za jakis czas ujrzeliśmy ośrodek Wisanu w noworocznej iluminacji...przytłaczajaca ilość świateł i ludzi...Potem Bystre...Gdzieś tam jest Bertrand. Pozdrowimy go eskiem Wyciągam swój nadajnik smsowy... działa. Piszę eska...Komórecka zdechła...Aaa...do d... z ta techniką...Tuptamy dalej już asfaltem...Samochody oślepiają...Jeszcze kawałek...O... tutaj...Łajt Lajtning czeka :D