3 stycznia. Po śniadaniu pakuję rodzinę do Karawanu i wyjeżdżamy. Śnieg prószy. Przy bazie studenckiej Rabe zakładamy łańcuchy. Jedziemy dalej pod górę. Jakiś gościu zrobił sobie kulig za osobówką. :o Ciągnie za samochodem sanie. Jak on tu wjechał bez łańcuchów?. :o Widocznie można. Tak jak poprzednim razem nawierzchnia / śnieg i lód / odmawia współpracy z kołami. Karawan staje. Cofam parę metrów. Próba ruszenia bezskuteczna. Koła buksują.Barnaba pcha od tyłu /Karawan rzecz jasna/
. Koła buksują nadal. Młody twierdzi, że Karawan musi mieć innego drivera i innego pchającego. Nie mam innego wyjścia. Młody driver okazuje się lepszy albo pchacz silniejszy. :D Nie kłócimy się, kto, w czym jest lepszy. Na Żebraku okazuje się, że jedno ogniwo łańcucha pękło.
Jak karawan jedzie to łańcuch puka o nadkole. C.D.N


Odpowiedz z cytatem