Jedziemy dalej. Może to nieładnie, ale nie przejmuję się znakiem zakazu ruchu. :( Najwyżej zapłacę. Jadę przecież w ściśle określone przez Jabola miejsce. Śnieg przestał prószyć. Zaczął sypać. Jedzie się kiepsko, ale droga też jest, jaka jest. Kto jechał lub szedł ten wie. Jest miejsce, które opisał Jabol. Wysiadamy z Karawanu i idziemy pod górę, ścieżką przez las. Po chwili pachnie alkoholem.Dziwne zjawisko w lesie. :o Czujemy to jednak we trójkę, coś w tym musi być. Ja nie mam nic przeciwko temu żeby znaleźć jakąś małą wytwórnię. :) Nic z tego dochodzimy do miejsca gdzie są wysypane buraki cukrowe. Karma dla zwierzyny. Może one trochę sfermentowały? Ścieżka się kończy nagle. Chyba jednak wysiedliśmy z karawanu zbyt wcześnie. Wracamy do auta. Znowu ładnie pachnie. Nie ma to jak świeży zapach lasu. :P Jedziemy dalej. Teraz już nie mam wątpliwości musi to być to miejsce które znam z opisu Jabola. Zostawiamy Karawan i ścieżką pod górę. Śnieg cały czas sypie. Po drodze spotykamy dziewczynę / słownie jedną / . Schodzi z góry. Ma mojej żonie robi to wrażenie. :o Chodzi o to, że dziewczyna nie boi się sama łazić po takim odludziu. Mówimy sobie oczywiście Cześć i idziemy dalej. Barnaba musi oczywiście wejść na jakąś ambonę. Po drodze żeby bieszczadzkiej tradycji stało się zadość moja żona się przewraca do potoku. Szczęście, że był zamarznięty.
C.D.N.


Odpowiedz z cytatem