Śnieg wali cały czas.Nie mam odwagi wracać przez Żebrak. Wybieram inną drogę. Z łańcuchami na kołach jadę przez dwie wioski wzbudzając spore zaciekawienie u tubylców. Wjeżdżam na drogę Komańcza – Cisna. Zdejmujemy łańcuchy. Jedziemy dalej. Już wiem, że nie trzeba było tego robić, ale nie chce nam się ich na nowo zakładać. Jadę bardzo powoli, rzec by można z oponki na oponkę. :D Śnieg wali niemiłosiernie poziomo w szybę. Chwilami świata bożego nie widać.
Od Żebraczego przestaje sypać. Jest lepiej. :D W powietrzu nie na szosie. Dojeżdżamy do Cisnej. Oczywiście wizyta w Siekierezadzie. Jakieś ciepłe jedzenie. Niezbyt dobre, ale w Siekierezadzie pije się piwo a nie je.
Nasz pech polegał na tym, że w całej Cisnej nie było nic więcej otwarte oprócz sklepów. Nie potrafię zrozumieć, dlaczego w tym zacnym miejscu stoi grająca szafa i jeżeli już musi stać to, dlaczego ona tak głośno zarabia.
![]()
![]()
Cholery można dostać. Następnie zakupy w Samie. Mój zachwyt wzbudził jegomość, który stał w korytarzu przed drzwiami do samu. :P Tam są skrzynki z bezpiecznikami. Otóż jegomość ten, co chwila otwierał jedną skrzynkę. Pytanie, po co? ……………………………………… Nikt nie zgadł. :P Nie było żadnej awarii. To był jego barek, a w barku stała butelka „Misia”. Facet pociągał z flachy łyk tego zacnego trunku /żeby nie obrazić Jabola
/ i natychmiast wkładał flaszkę z winkiem do skrzynki i zakluczał :D . Samolub jeden
. Chyba nie chciał się z nikim podzielić. Po kupieniu prowiantu powrót na kwaterę. C.D.N.


Odpowiedz z cytatem