4 Stycznia Napadało śniegu, że ho, ho. Po śniadaniu wsiadamy tylko z Barnabą do Karawanu i jedziemy. Cel ten sam, co wczoraj, ino miejsce inne. Po prostu chcemy poszukać bacówki, którą wskazał mi wczoraj wieczorem w rozmowie telefonicznej Jabol. Na serpentynach jakiś samochód osobowy stoi i nie może biedak dać rady. Jak się zatrzymam będę w podobnej sytuacji. Omijam go z trudem i jadę dalej. Z drugiej strony góry na zjeździe na barierkach oparty jest duży wóz z drewnem. Maja chłopaki co robić. Przystanek w Cisnej, coby pogadać z Rysiem Szocinskim. Trochę nam zeszło. Rysiu był wniebowzięty, ponieważ zostawiłem mu Pana Tadeusza. Rysiu poeta to niech sobie poczyta. Pojechaliśmy dalej. Zjeżdżamy w boczną drogę w lewo. Mijamy sklep i klika domów. Jedziemy za pługiem śnieżnym. Postanowienie mamy takie, że pojedziemy za nim tak daleko jak on pojedzie. Po 100 metrach gość nawraca. Szkoda. Zamykamy karawan i dalej z buta. Śnieg sypie cały czas. C.D.N.


Odpowiedz z cytatem