Jeszcze nigdy się nigdzie nie włamywałem to i teraz tego robić nie będę. Ale sprawdzam, co i jak. Z tyłu domku można zdjąć z zawiasów okiennice. Sprawdzam, więc z przodu. To samo. Nawet w oknie nie ma szyby. Wydaję się nam, że na tym koniec szczęścia. Ta połowa okna jest za wąska. Chyba nie przejdę. Cholerny mięsień piwny. Barnaba jest podobnej postury, a może jest go nawet więcej niż mnie. U niego tarczyca opadła w okolice pasa. Być tu i nie spróbować to grzech. Próbuję pierwszy. Za trzecią przymiarką do okna VIKTORIA jestem w środku. W środku stół, prycze, szafa! A jak? Kominek. Ogólnie czysto. Drewna brak. Słyszę jakiś hałas. To Barnaba jakimś cudem przesunął tarczycę w stronę kręgosłupa i wlazł tu za mną. Mówię do Młodego: No Synu to dawaj czekoladę. Zjemy sobie. Na to on: Nie zjemy jest w Karawanie. Logistyka u Barnaby zawiodła tym razem na całej linii. A wydawało się, że doświadczony turysta. Opuszczamy chatkę w ten sam sposób, jak weszliśmy. Oczywiście okiennice zawieszamy tak jak były. Czas wracać, bo do karawanu bardzo daleko. Barnaba wpada na pomysł, że wypali do przodu pierwszy, odpali Karawan i przywiezie ojcu czekoladę. Dobre z niego dziecko. On zasuwa do przodu ja idę swoim tempem, żeby nie zamarznąć. Spodnie poniżej kurtki mam całe mokre. Trochę zimno. Nagle słyszę znajomy dźwięk. Nadjeżdża pług. Chce mnie zabrać. Dziękuję grzecznie i idę dalej. Po chwili, ale to bardzo, bardzo długiej nadjeżdża Karawan z Barnabą. Wsiadam. Jest mi coraz zimniej. Droga taka wąska, że nie ma gdzie zawrócić. Musimy jechać w kierunku skąd przyszliśmy. Wreszcie jest trochę szerzej odgarnięte. Zawracamy. Karawan powoli się nagrzewa. Po drodze zatrzymujemy się po mój kostur. Wysiadam, żeby go poszukać w śniegu, bo go całkiem przysypało. I co? Wywijam w tym samym miejscy orła. Trzeba mieć farta, ale kostur znalazłem. Dojeżdżamy do Oberży. Postój. Zajmujemy miejsce przy kominku. Krotka rozmowa z gospodarzem Tomkiem i jego żoną. Gorące żarcie i to dużo. Polecam w tym miejscu wszystko, zwłaszcza placki po Bieszczadzku. Rozgrzani, najedzeni, zadowoleni i szczęśliwi /druga nowa chatka w drugi dzień poszukiwań/. Jest dobrze. Wracamy do mamy. C.D.N.


Odpowiedz z cytatem