Zgubiłem drogę swego czasu, gdzieś na szczycie grani
Poszedłem w górę, w lasu zielonej wtopiłem się otchłani
Drogi i ścieżki zostawiłem gdzieś za sobą
Żar z nieba delikatnie opadał na liście
Pożegnanie posłałem wszelkim zbędnym słowom
Zabierając w kieszenie ciszy pełne kiście

Mrokiem spowity strumień szemrał na dnie jaru
Spłukiwał wszelakie nieczystości chwili
Tak haustami czerpałem z niezwykłego daru
A wirtuoz w zaroślach trele swoje kwilił
Zgubiłem drogę swego czasu, gdzieś na szczycie grani
Znalazłem życie... w domu gorący oczekiwał kotlet z kani.

Pzdr...